O autorze
Michał Gortat: Żyję w miejskiej dżungli i patrzę, jak inni sobie w niej radzą. Śmieszą mnie kompleksy celebrytów, przeraża brak gustu decydentów, oburza arogancja władz. Walczę z głupotą. Lubię wiedzieć, więc często pytam: dlaczego? Piszę, bo chcę znać odpowiedź. Jeśli ją znam, podaję dalej.

Big Zbig Show 2.0

Monika Zamachowska w Vivie
Monika Zamachowska w Vivie Monika Richardson na okładce Vivy Już po ślubie.
Od kilku dni próbuję zrozumieć i ni cholery nie mogę pojąć, co kierowało bohaterką ostatniego wydania „Vivy” – Moniką "Richardson" Zamachowską. Czytam wywiad z nią już chyba dziesiąty raz i ciągle nie wierzę własnym oczom. Na przykład ta sesja. Przedziwna. Niby ślubna, ale jednoosobowa. Widać pan młody miał na tyle klasy (a może strachu?), że odmówił. Nie oznacza to niestety jego nieobecności. Pani Monika bowiem sporo o nim mówi. Wbrew zdrowemu rozsądkowi niekoniecznie dobrze.

Nie będę się rozwodzić nad tym, co pani MRZ bredzi o byłej żonie Zbigniewa Zamachowskiego i ich dzieciach. Nie potrzebują kolejnego adwokata, bo opinia publiczna i tak stoi po ich stronie. W znacznie gorszej sytuacji jest Zbigniew Zamachowski, którego nie broni nikt, a żona (ta obecna) robi mu coraz większą krzywdę.



Wywiad w „Vivie” najlepszym przykładem. Weźmy choćby takie zdanie:  „Zbyszek miał pierwszą żonę, z którą rozstał się w bardzo trudnych okolicznościach, potem swoją porcję romansów”. Hm, Zbigniew Zamachowski przez dwie ostatnie dekady był kojarzony tylko z żoną i czwórką ich dzieci. Że zacytuję Pudelka: „przez wiele lat uchodził za wzór cnót. Wierny mąż i oddany ojciec czwórki dzieci sprawiał wrażenie całkowicie odpornego na show-biznesowe pokusy”. Co prawda w 2009 plotkowano o nadmiernej sympatii, którą jakoby obdarzył Agnieszkę Glińską, ale były to tylko brukowe spekulacje, szybko zresztą ucięte. Nawet jeśli owe romanse były prawdziwe, to dość skutecznie ukryte. Dzięki Monice Richardson wiemy już, że Zbigniew Zamachowski to kobieciarz i wiarołomca. Z pewnością jest wdzięczny za ten outing. Nawiasem mówiąc, ja mając taką wiedzę o swoim życiowym partnerze obawiałbym się brać z nim ślub.

Dalej mówi pani Monika: „Z naszych rozmów wyłonił się obraz mężczyzny, który od lat funkcjonował jako niepotrzebny mebel”. I nie bez dumy dodaje: „Mam poczucie, że w życiu Zbyszka pojawiła się nadzieja, że on jeszcze może coś osiągnąć.” Kiedy widzę pana Zamachowskiego, jak nieporadnie próbował nadążać za swoją partnerką w „Pytaniu na śniadanie”, czy kiedy zagubiony, źle ubrany pozuje do zdjęć na bankietach, mam poczucie, że jest nadal meblem. Tym razem potrzebnym (swojej kobiecie do lansu) ale jednak meblem i to stojącym w niewłaściwym miejscu. Czy tak właśnie spełniają się nadzieje, że coś jeszcze może osiągnąć?

Kiedy myślę, komu Zbigniew Zamachowski zawdzięcza pracę w śniadaniowej telewizji i zaistnienie na celebryckich ściankach, nie mam najmniejszych wątpliwości, kto w tym związku nosi spodnie. Nawet jeśli był pod pantoflem poprzedniej żony (tylko skąd te romanse?), to co można powiedzieć teraz, kiedy własna żona niszczy mu resztki wizerunku i ośmiesza go, publicznie nim dyrygując?

W wywiadzie pada również interesujące zdanie „Zbyszek jest moim pierwszym partnerem intelektualnym”. Przepraszam, ale logicznie rzecz biorąc to nie jest dla niego komplement, jeśli wziąć pod uwagę, że poprzednik był kapitanem elitarnych królewskich sił powietrznych. O intelekcie osób, które w imię miłości rujnują autorytet bliskich nie chciałbym się wypowiadać.

            Nie wiem, naprawdę nie wiem jak to jest możliwe, że uznana dziennikarka, błyskotliwa erudytka i przecież niegłupia kobieta do tego stopnia straciła instynkt samozachowawczy. Jak może czytać własne wywiady do autoryzacji i nie widzieć bredni, które w nich plecie. Pal licho, kiedy na własny temat - jej sprawa, ale ona ciągle o innych. Zbigniew Zamachowski dzięki danemu przez żonę świadectwu trafił z kategorii „wielki aktor” do szuflady „celebryta we mgle”. Obawiam się, że nie pozostanie to bez wpływu na jego przyszłe zawodowe dokonania, a to z kolei może zmącić bukoliczną atmosferę w domu i grozi kolejnymi okładkami. Aż się boję.
Trwa ładowanie komentarzy...