Podwójne życie feministki

fot. Zuza Krajewska / LAF AM żródło: Viva! 10/2014
Wywiad z Moniką Zamachowską w ostatniej „Vivie” tak mnie oszołomił, że nieomal przeoczyłem jeszcze jedną perełkę. Poważnie, to jest jeden z najlepszych numerów tego magazynu i polecam kupić sobie na pamiątkę. Rzadko zdarza się aż tyle dobra w jednym wydaniu.

            Co więc może być lepsze od Moniki Zamachowskiej znów opowiadającej o swoim romansie wszech czasów?  Otóż sesja i wywiad z Kazimierą Szczuką. Petarda! Bo pani Kazimiera przedstawia nam swojego mężczyznę. Wprawdzie na samym początku zastrzega  „Nie potrzebuję dawać świadectwa temu (...), że jednak mnie jakiś facet zechciał”, ale wbrew deklaracji robi to bez skrępowania na kilku stronach wspólnego wywiadu, ilustrowanego wyjątkowo tandetną  sesją.




Tak! Kazimiera Szczuka,  pogromczyni mężczyzn ma swojego na własność. I kota. I sukienkę. I trzyma na kolanach kabel z piknikowymi żarówkami. Wszystko to pokazane na kiczowatych do bólu fotografiach. Zdjęcie, na którym pani Szczuka siedzi w nienaturalnie udrapowanej – aby odsłonić nogi- sukience jest sztuczne jak oranżada z Biedronki.


Pani Kaziu, pani serio? Ale tak: serio, serio? I ten kot, i ta podkasana sukienka, i okulary w torcie?  Ten skradany na jednym ze zdjęć całus też? Nie, żebym odbierał komuś prawo do mieszczańskiego romantyzmu. Miło się patrzy na zdjęcia dojrzałych ludzi w dojrzałym związku. Tylko przepraszam, ja tego nie kupuję. Przez długie lata budowała Pani swój wizerunek twardej nonkonformistki i strzegła Pani prywatności, a  tu nagle wywiad i sesja w pożyczonej sukience z mężczyzną życia u boku. Przecież to nie jest prawdziwa Pani. Nazwijmy rzecz po imieniu: ta maskarada jest ceną za darmową promocję kandydatki do europarlamentu. Ocieplanie kostycznego wizerunku, żeby pozyskać głosy dotąd pogardzanych drobnomieszczan. Czy się mylę?
Trwa ładowanie komentarzy...