O autorze
Michał Gortat: Żyję w miejskiej dżungli i patrzę, jak inni sobie w niej radzą. Śmieszą mnie kompleksy celebrytów, przeraża brak gustu decydentów, oburza arogancja władz. Walczę z głupotą. Lubię wiedzieć, więc często pytam: dlaczego? Piszę, bo chcę znać odpowiedź. Jeśli ją znam, podaję dalej.

Obywatelskie obowiązki

Wybory do europarlamentu za pasem. Mam swoich kandydatów, ale lubię popatrzeć, kto jeszcze chce się załapać, bo zawsze jest to barwny korowód osobliwości. Nie inaczej jest i tym razem. Zgodnie z moimi przypuszczeniami pojawili się liczni odważni, gotowi stanąć do walki z takimi tuzami jak Danuta Hübner, Jerzy Buzek, czy Jacek Saryusz - Wolski.

Kogo tu mamy? Egzotykę w postaci dawnej rozbieranej modelki, czy studenta lat 29, dorabiającego sobie jako drag queen litościwie przemilczę. Oprócz nich są na przykład dwie tancerki. Jedna swego czasu rzuciła politykę, schudła i zaczęła tańczyć wśród gwiazd, druga swą emigracyjną przygodę z Polską zaczynała w grupie tanecznej, działającej przy jednym z trójmiejskich nocnych klubów. Związki z polityką? Pierwsza była kiedyś fatalną ministrą pracy i wsławiła się kosztownymi poradami z zakresu stylu i wizażu (inna sprawa, że skutecznymi), druga zasłynęła otrzymaniem pod stołem flakonu perfum od kogoś, kto potem został posłem.



W następnym rzędzie stoją sportowcy. Wśród nich emerytowany piłkarz, pływaczka z prawomocnym wyrokiem za spowodowanie śmiertelnego w skutkach wypadku i bokser z wyrokiem za prowadzenie samochodu po alkoholu. Kompetencje? Żadne, choć jak grzmi kandydatka pływaczka „Jeżeli ktoś mówi, że sport to nie polityka, to się grubo myli.” Wiedza? Cóż. Rozmowy Justyny Dobrosz – Oracz z pływaczką i piłkarzem, oraz Doroty Wellmann i Marcina Prokopa z bokserem obnażyły ich kwalifikacje w taki sposób, że aż mi tych ludzi było szkoda.

W trzecim rzędzie stoi słynna gospodyni teleturnieju i bezkompromisowa feministka w jednym (sorry: jednej). Akurat najmniej z tego towarzystwa egzotyczna, bo od lat aktywna społecznie, tylko promocję swojej osoby wybrała niezbyt fortunnie. Zamiast ryzykownych rozmów, w których maglują z wiedzy politycznej, zdecydowała się na romantyczną sesję z ukochanym w kolorowym dwutygodniku. Sesję sztuczną i kompletnie niespójną z dotychczasowym wizerunkiem. Czy ta dychotomia jest zapowiedzią stylu sprawowania władzy? Mnie tą sesją do zagłosowania nie przekonała, podobnie jak sportowcy swoimi żenującymi wywiadami.

Zastanawia mnie, kiedy liderzy partii zrozumieją, że znane buzie to nie wszystko. Bohaterowie masowej wyobraźni może i wyszarpią kilka dodatkowych głosów, ale co dalej? Jaki jest w europarlamencie pożytek z człowieka, który nie wie, po co tam idzie? Otylia Jędrzejczak na przykład myślała, że organ do którego kandyduje ma inicjatywę ustawodawczą, a akurat nie ma. Tomasz Adamek pragnie w europarlamencie bronić Boga. Zabawne, bo przecież Bóg jest wszechmogący więc jakby co, sam da radę. Czyżby Adamek w niego wątpił? Za to ci ludzie będą brać pieniądze?

To wszystko przypomina mi sytuację z ostatnich wyborów do naszego parlamentu. W moim okręgu (Warszawa Śródmieście) kandydatów do Senatu było czterech. Jakiś nieznany mi exwiceminister budownictwa, a oprócz niego: pani reżyser telewizyjna, której dziełem życia był słynny program „5-10-15”, sędziwa aktorka, najbardziej znana z roli gosposi na plebanii, oraz dyrektor przedziwnego teatru (teatr ma nazwę i dyrektora oraz państwowe dotacje, tylko w dalszym ciągu może poszczycić się wyłącznie sceną kameralną w urzędzie dzielnicowym). A zatem nie licząc anonimowego wiceministra, mogłem zagłosować na aktorkę emerytkę, dyrektora teatru i panią reżyser. I to wszystko w najliczniejszym ludnościowo okręgu, bo również cała zagranica w nim głosuje. Excuse my French, ale do cholery, czy to były wybory do Senatu czy plebiscyt „Teletygodnia”?

Dlatego apeluję o rozsądek. Jeśli chcemy , żeby kraj był zarządzany jak należy, dajmy sportowcom bić rekordy, aktorom grać role, a pielęgniarkom robić zastrzyki (niekoniecznie gotówki). Niech każdy robi to, na czym zna się najlepiej. Bawi mnie, kiedy współczesne, o ironio: głównie prawicowe partie wprowadzają w życie idee leninizmu. To przecież towarzysz Ilicz stwierdził, że i kucharka może rządzić. Historia dysponuje jednakowoż licznymi dowodami, że owszem, najlepiej w kuchni.
Trwa ładowanie komentarzy...