25 lat wolności

Ubiegły tydzień upłynął pod znakiem obchodów 25 rocznicy symbolicznego końca socjalizmu w Polsce. Zacząłem się zastanawiać, co sam z tamtego czasu pamiętam i okazuje się, że mam naprawdę ciekawe wspomnienia. Takie nawet do pozazdroszczenia.

Latem roku 1989 miałem 14 lat, kończyłem VII klasę podstawówki i obserwowałem jak na moich oczach dzieje się historia. Samego dnia wyborów nie kojarzę. Pamiętam plakaty ludzi pozujących do zdjęć z Lechem Wałęsą, premierę Gazety Wyborczej (do dziś uważam tytuł za głupkowaty) i ogólnie panujący nastrój wielkiej radości.


Znacznie lepiej pamiętam lipiec, ponieważ zaraz po zakończeniu roku szkolnego pojechałem na kolonie do Gdańska. A być wtedy w Gdańsku, to wrażenie, które trudno oddać słowami. W powietrzu pachniało wolnością. Atmosfera wielkiego triumfu, ostatecznego zwycięstwa udzieliła się i nam, dzieciakom na wakacjach. Zwłaszcza grupie najstarszych chłopców. Każdy z nas kupił sobie znaczek „Solidarności” i nosił z dumą. Lech Wałęsa był naszym idolem i marzyliśmy, żeby go spotkać. W końcu mieszkał niedaleko, więc teoretycznie były szanse.

Dodatkowym impulsem była wizyta w Gdańsku prezydenta George’a Busha seniora, w której my, koloniści braliśmy czynny udział. Mieszkaliśmy w szkole sąsiadującej z Katedrą Oliwską. George Bush miał spotkanie w Pałacu Cystersów (a może był na koncercie w katedrze) i wozy jego obstawy stacjonowały na naszym boisku. Wcześniej w ramach powitalnego tłumu dzieci zawieziono nas na Westerplatte. Jakoś tak wyszło, że stanęliśmy w pierwszym rzędzie. Prezydent Bush podszedł do nas i zaczął się z nami witać. Jakie to dla nas było przeżycie! Amerykański prezydent podaje nam rękę! Nam, dzieciom z przaśnego PRL. Widać było, że w kraju zmienia się wszystko i chcielimy mieć w to swój wkład. Okazja do zaangażowania przyszła sama.

Nasze kolonie były fatalnie zorganizowane. Mieszkaliśmy w budynku szkolnym w trakcie remontu. Powybijane szyby, brak ciepłej wody (chodziliśmy pod prysznic do innej szkoły, całkiem spory kawałek). Ubrania trzymaliśmy w walizkach pod łóżkiem, bo nie było nawet szafek. Zdarzały się problemy z zaopatrzeniem, często brakowało pieczywa. Do tego niesympatyczna, przypadkowa kadra. Pewnie gdyby to było gdzieś indziej, skończyłoby się pisaniem listów do rodziców, ale tu był Gdańsk, Lech Wałęsa gdzieś po sąsiedzku i... wolność. Postanowiliśmy spróbować. Ponieważ nikt na nasze apele nie zareagował, w końcu zdecydowaliśmy się na krok ostateczny. Podczas tajnej narady naszej grupy, w zamkniętej, ciemnej sali (atmosfera konspiry też nam się udzieliła), podjęliśmy decyzję o strajku głodowym. Słowo daję! Żarcie było marne (na okrągło twarożek i rzodkiewki, czasem pomidor i plasterek mielonki, no i ten ciągły niedobór chleba) więc i tak trzeba było dojadać na mieście. Uznaliśmy, że niewiele tracimy, a może w zamian coś zyskamy.

Zaczęliśmy następnego dnia przy śniadaniu. Głodna dzieciarnia rzuca się na jedzenie, a nasza grupa ostentacyjnie nie je. Poruszenie. Pani pyta o co chodzi, a my, że o nic i że od tej pory rozmawiamy tylko z kierownikiem kolonii. Przyszedł chłopina i podjęliśmy negocjacje. Po raz pierwszy rozmawiał z nami poważnie, jak z dorosłymi ludźmi. Wysłuchał, obiecał, część obietnic spełnił. Naprawiono prysznice i poprawiono zaopatrzenie, żeby już nie zdarzały się dni, kiedy cała stołówka skanduje „My chcemy chleba!”. Mieliśmy też postulaty równości społecznej, między innymi: dlaczego dzieci wychowawców nie jedzą z nami, tylko przy stole kadry? Przywileje kadrowych dzieci też udało się nam ukrócić.

Dziś, kiedy wspominam tę historię, aż trudno mi uwierzyć, że piszę o grupie czternastoletnich wyrostków, nie znających się wcześniej i przypadkiem wysłanych na te, a nie inne wakacje. A jednak to właśnie nam przyszło obalać
„kolonijny reżim”. To mogło się zdarzyć się tylko w Gdańsku A.D. 1989!

Hasło tegorocznych obchodów brzmi „25 lat wolności”. To jest też i moja rocznica. 25 lat temu, w wieku lat 14, przeszedłem dość niezwykły i w sumie zabawny w swej naiwności obrzęd demokratycznej inicjacji. Dziś się z niego śmieję, ale mam pełną świadomość, że zawdzięczam go wolności, którą całkiem na poważnie wywalczyli dla nas dorośli. Wielkie im za to dzięki.
Trwa ładowanie komentarzy...