O autorze
Michał Gortat: Żyję w miejskiej dżungli i patrzę, jak inni sobie w niej radzą. Śmieszą mnie kompleksy celebrytów, przeraża brak gustu decydentów, oburza arogancja władz. Walczę z głupotą. Lubię wiedzieć, więc często pytam: dlaczego? Piszę, bo chcę znać odpowiedź. Jeśli ją znam, podaję dalej.

Czarny Protest Natalii Przybysz

fot. Monika Kmita WARNER MUSIC POLAND
fot. Monika Kmita WARNER MUSIC POLAND wysokieobcasy.pl
Natalia Przybysz nagrała właśnie piosenkę dla Czarnego Protestu i przyznała w „Wysokich Obcasach”, że rok temu dokonała aborcji, a piosenka jest o niej samej. Mówi jednak o tym tak osobliwie, że zastanawiam się, czy właśnie nie wyświadcza kobietom niedźwiedziej przysługi.

Mnie nie chodzi o to, że dokonała aborcji. Domyślam się, że zdecydowana większość decyzji o przerwaniu ciąży to lęk przed - jak to się modnie teraz mówi: opuszczeniem strefy komfortu. Osobiście nie pochwalam, ale przecież to nie moja sprawa, więc nie oceniam. Chodzi mi wyłącznie o to, co mówi i jak to mówi. A mówi na przykład, że z partnerem Nie chcą szukać większego mieszkania teraz. 60 metrów kwadratowych ze wszystkimi książkami i zabawkami dzieci jest trochę ciasne, ale jest OK. Chcę wierzyć, że to tylko metafora. Ale wychodzi strasznie. Brzmi tak, jakby to mieszkanie było ciasne z powodu nagromadzenia książek i zabawek, więc zapada decyzja: książki zostają, usuwamy ciążę. Aborcja zdaniem Natalii Przybysz To dobrze zorganizowana sytuacja, która daje poczucie bezpieczeństwa. Kładzie się do łóżka. Przychodzi anestezjolog, ona podaje rękę, zasypia. Po pięciu minutach budzi się na sali, pod kołdrą, jej chłopak jest koło niej. Wszystko trwało pięć minut. Pięć minut. I nagle przychodzi taki wielki oddech. Największy wydech świata. Dalej jest jeszcze lepiej: Czuję wielką ulgę. Nagle cieszysz się wszystkim w swoim życiu, tym, co masz. Robisz postanowienia, jakby był Nowy Rok – że teraz zrobisz to i tamto. To najbardziej uskrzydlające przebudzenie.
Przepraszam, czy to był opis zabiegu przerwania ciąży, czy reklama rytuału w spa?



Ja też wspieram Dziewuchy. Wziąłem udział w Czarnym Proteście. Też tam mokłem, nawet przypłaciłem to chorobą i zwolnieniem lekarskim. W trakcie tych wszystkich gorących dyskusji kobiety tłumaczyły, jak aborcja jest traumatyczna, jak trudno podjąć taką decyzję, jak zdesperowana jest kobieta, żeby to zrobić i że jest to ostateczność. A tu wychodzi uprzywilejowana panienka i bredzi o "uskrzydlającym przebudzeniu" i "największym wydechu świata". Tak o aborcji kobiety nie mówiły nawet w PRL, kiedy skrobanka była najpopularniejszym środkiem antykoncepcyjnym. A casus Natalii Przybysz to właśnie aborcja antykoncepcyjna w najczystszej postaci. Trudno w jej przypadku mówić o braku dostępu do środków antykoncepcyjnych i edukacji, o konieczności pomocy socjalnej czy innego wsparcia ze strony państwa, czyli o tym, o co walczą protestujące kobiety.
W mojej ocenie Natalia zrobiła dziewuchom krecią robotę. Jak mają przekonywać do swoich racji, jeśli ich samozwańcza ambasadorka mówi takie rzeczy? Ja rozumiem, że jej sytuacja, choć dla innych być może powodem do zazdrości, dla samej zainteresowanej jest zwyczajnością, której pogarszać nie chciała, ale jednak pewne rzeczy nie powinny być wypowiadane głośno. Wystarczyłoby, gdyby przyznała się aborcji, oszczędzając opinii publicznej detali. Miała prawo je przemilczeć, każdy by to zrozumiał i uszanował. Nie oceniam aborcji, bo mnie aborcje nie dotyczą. Oceniam dezynwolturę bijącą z jej wypowiedzi.

Wywiad ukazał się w przededniu kolejnego Czarnego Protestu, trudno o gorszy moment. Natalia Przybysz może stać się jego kłopotliwą patronką.
Trwa ładowanie komentarzy...